|
|
Z mediów
Data: 06-09-2010
Teatr jednej prowokacji
Donald Tusk może być zadowolony. Zepsuł "Solidarności" obchody umocnił wizerunek związkowców jako awanturników, a jeszcze wyszedł na człowieka odważnego - pisze publicysta.
„Scenariusz i reżyseria: Donald Tusk. Występują: Henryka Krzywonos, Bogdan Borusewicz, Lech Wałęsa, Donald Tusk, Teresa Torańska i inni. Ceł: pokazać, że to już nie ta "Solidarność", osłabić związek i zawłaszczyć dziedzictwo Sierpnia '80. Premier Tusk przyjechał na jubileuszowy zjazd "Solidarności" do Gdyni, realizując rozpisany wcześniej na role scenariusz. Łatwo go zrekonstruować. Akt pierwszy: Lech Wałęsa ogłasza, że nie weźmie udziału w zjeździe związku, który powinien zwinąć sztandary i nazwać się "Solidność". "Niech to dogorywa" - składa okolicznościowe życzenia były prezydent Akt drugi: Donald Tusk pojawia się na zjeździe w Gdyni i udowadnia, że to już nie ta sama "Solidarność". Wygłasza konfrontacyjne przemówienie i zgodnie z założeniami zostaje wygwizdany przez zebranych. Cel: wywołanie awantury, przekonanie opinii publicznej, że związek jest upolityczniony, nie ma nic wspólnego z ideałami Sierpnia i nie można go traktować jako poważnego partnera społecznego. Akt trzeci: Na scenę wkracza jedna z sygnatariuszek Porozumień Sierpniowych Henryka Krzywonos. Wiadomo - jej nikt nie ośmieli się odebrać głosu, a będzie można stworzyć pozory apolityczności mówiącej. Krzywonos karci związkowców za to, że nie szanują Tuska, który wspólnie z nimi walczył o wolność. Założenie: wzmocnić przekaz premiera” – podaje Rzeczpospolita.
„Akt czwarty: Mainstreamowe media robią z Henryki Krzywonos bohaterkę. Powtarza się do znudzenia, że na jubileuszowym zjeździe "uratowała honor pierwszej Solidarności". "Wszyscy dziś pani gratulują. Henryka Krzywonos na szefową Solidarności" - peroruje podniecony dziennikarz TVN. Dziennikarka i pisarka Teresa Torańska mówi o potrzebie wyprowadzenia sztandaru "S". "Tak jak wyprowadzono sztandar PZPR Trzeba oddzielić ruch społeczny od związku zawodowego". Akt piąty: Dzień po zjeździe, 31 sierpnia, Bogdan Borusewicz i Bogdan Lis obwieszczają, że obecna "Solidarność" "poza znakiem graficznym nie ma nic wspólnego z tradycjami Sierpnia". Chwalony jest Lech Wałęsa, który przewidział "tę całą awanturę". Tego samego dnia wieczorem spotykają się "prawdziwi bohaterowie Sierpnia". Prezydent Bronisław Komorowski ogłasza, że "Solidarność" to Lech Wałęsa Przewidziano jeszcze jeden akt w tej PR-owej sztuce, ale źle dobrano aktorkę. Sędzina Sądu Okręgowego w Gdańsku miała ogłosić 31 sierpnia, że Lech Wałęsa ani przez chwilę nie był po drugiej stronie. Tymczasem niespodziewanie orzekła, że można go nazywać agentem SB, jak uczynił to Krzysztof Wyszkowski” – czytamy w Rzeczpospolitej.
Więcej w dzisiejszej Rzeczpospolitej.
Źródło: Rzeczpospolita, Krzysztof Świątek, 2010-09-06, str. A12
|
|
|