Nawet najbardziej poważne korporacje i stateczne firmy zatrudniają dziś ludzi, których do niedawna uważały za szaleńców. Wszyscy szukają innowatorów.
„Praktykowane powszechnie w ostatnich dekadach kopiowanie, powtarza nie formatów, powielanie wzorców, pilnowanie procedur i standardów - przemija. W każdej dziedzinie: od technologii i gospodarki, poprzez marketing czy public relations, naukę oraz sztukę, po zachowania liderów politycznych i gospodarczych oraz szeregowych przedstawicieli różnego typu korporacji - oczekuje się obecnie przede wszystkim innowacyjności. To jeden ze skutków światowego kryzysu, który podważył i ośmieszył rutynę, brak wyobraźni uleganie owczym pędom. Słowo innowacyjność wszędzie robi błyskotliwą karierę. Nawet Toyota w swoich ogłoszeniach podkreśla, że model jej najnowszego samochodu jest innowacyjny. Wicepremier Waldemar Pawlak patronuje licznym konferencjom, które odbywają się pod hasłem innowacyjności. Dmitrij Miedwiediew poleciał do USA na spotkanie z Barackiem Obamą, ochrzczone innowacyjnym szczytem" – podaje Polityka.
„W międzynarodowym badaniu przeprowadzonym przez IBM, w którym wzięło udział 1500 prezesów (również z Polski), kierujących firmami w pięciu różnych branżach - właśnie kreatywność wygrała w 2010 r. jako pierwszoplanowa i najważniejsza cecha przywództwa. To ona ma spełnić rolę miecza do przecięcia pętli kryzysu, w jaki wplątała się światowa gospodarka, a wraz z nią poszczególni konsumenci. Za niemal równie istotną jak kreatywność zaletę większość zagranicznych respondentów (z 33 krajów) biorących udział w badaniu uznała myślenie w skali globalnej". Co ciekawe, poglądu tego nie podzielił ani jeden z polskich ankietowanych prezesów, uznając widać, że Wall Street jest daleko, za to Aleje Ujazdowskie (czyli siedziba rządu) blisko” – czytamy w Polityce.
Więcej w najnowszym magazynie Polityka.