Data: 10-03-2010
Marketing narodowy – nasza wspólna sprawa
Wiele powstało artykułów i publikacji poświęconych zagadnieniu promocji polski oraz poszczególnych regionów. Jednak mimo dobrego zaplecza teoretycznego efekty promocji nie są widoczne. Czyżby teoria i praktyka nie współdziałały w przypadku promocji polski w świecie.
„W ostatnim czasie widać nieśmiałe ruchy w obszarze promocji narodowej, np. poprzez organizację i nagłośnienie Roku Chopinowskiego, jednak w dużej mierze koncentruje się ona na opracowywaniu nowych logotypów miast czy obszarów geograficznych. Sam znak graficzny czy nowy plakat nie przyciągnie jednak turystów, a przynajmniej nie na długo. W obszarze turystyki ważne są dwa komponenty: dobry produkt turystyczny oraz informacja o nim. Wydaje się, że Polska posiada wiele produktów turystycznych, ale brakuje systematycznie prowadzonych badań marketingowych, które dałyby wiedzę na temat potrzeb turystów. Tym samym produkty są opracowywane na zasadzie intuicji i indywidualnie prowadzonych obserwacji rynku przez decydentów. O ile działania takie na małą skalę mogą mieć uzasadnienie, o tyle w przypadku promocji narodowej, w którą zaangażowane są rzesze ludzi i miliony euro, mogą być przysłowiową kulą w płot". Opracowywanie znaków graficznych dla nieistniejących jeszcze bądź nie mających komercyjnych szans produktów jest stratą środków, których i tak nie ma za wiele. Za mało przykłada się wagi do tworzenia bazy i samych produktów oraz informacji turystycznej, a za dużo do końcowego etapu komercjalizacji, jakim jest promocja” – pisze Inwestor.
„Poważnym wyzwaniem dla Polski jest skoordynowanie działań marketingowych i komunikacyjnych. W tej chwili Polska posiada kilka narodowych logotypów, ale trudno jednoznacznie stwierdzić, który z nich jest nadrzędnym. Za promocję za granicą odpowiedzialnych jest kilka podmiotów (Polska Organizacja Turystyczna, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych). Brak centralizacji i koordynacji działań jest jedną z przyczyn nieefektywnej, rozproszonej promocji, a żaden podmiot nie może pozwolić sobie na zaangażowanie się z rozmachem Kilka lat temu zostało przeprowadzone badanie wśród turystów niemieckich na temat przyjazności i gościnności krajów. Polacy czują się narodem bardzo gościnnym i otwartym, ale Niemcy podczas badania dużo wyżej ocenili gościnność i przyjazność zimnych (w odczuciu Polaków) Szwedów! Taka ocena była zasługą nie tyle emocjonalnych czy społecznych cech ludzi, ale fatalnej polskiej infrastruktury turystycznej i informacyjnej. Co z tego, że Warsaw Destination Alliance próbuje promować Warszawę (zresztą osiągając na tym polu zauważalne sukcesy, mimo ograniczonych zasobów) jako przyjazne miejsce dla turystów oraz biznesu, skoro zderzenie z systemem informacji turystycznej, infrastrukturą transportową czy systemem administracyjnym tworzy, delikatnie mówiąc, pewien dysonans, negatywnie wpływający na odbiór pozostałych elementów” – czytamy w Inwestorze.
Więcej w najnowszym Inwestorze.
Źródło: Inwestor, Maksymilian Pawłowski, 2010-03-10, str. 87