Data: 05-03-2010
Wyborców złapią w sieci
Kampania prezydencka będzie trochę mniej nachalna. Politycy nie będą uśmiechać się na każdej ulicy.
„Zamiast billboardów - więcej kampanii w Internecie. Zmieniają się zasady w wyścigu o fotel prezydenta. W tegorocznej kampanii kandydaci do urzędu prezydenta RP nie będą mogli reklamować się na ulicznych billboardach. Podczas poprzednich wyborów, w 2005 roku, obowiązywała zasada, że im więcej wielkopowierzchniowych plakatów, tym większa szansa na wygraną. Dlatego najpoważniejsi wówczas kandydaci wydali na billboardy bardzo duże pieniądze. Sztab Donalda Tuska zapłacił wówczas ponad 3 mln zł, a Lecha Kaczyńskiego prawie 2 mln zł. Teraz kwoty nie będą tak wysokie, bo powierzchnia reklamowa nie może być większa niż 2 metry kwadratowe. - Lepiej pieniądze przeznaczyć na coś innego, szczególnie, że są to środki publiczne - mówi poseł Antoni Mężydło (PO). Takie ograniczenie reklamowania kandydatów nie jest niczym dziwnym w Europie. Na przykład we Francji od 20 lat obowiązuje zakaz wieszania billboardów, a liczba reklam prasowych, telewizyjnych i ^ radiowych jest ograniczona. Każdy ma takie same możliwości dotarcia do wyborców. Podobnie jest w Norwegii. O wprowadzeniu ograniczeń myślą też Szwajcarzy” – podaje Express Bydgoski.
„Według specjalistów od PR; dużą rolę w tegorocznej kampanii prezydenckiej odgrywać będzie Internet. Niedawno Kancelaria Prezydenta znacznie zmieniła stronę internetową Lecha Kaczyńskiego. Stała się bardziej czytelna, na bieżąco jest uaktualniana. Jednak najlepszym sposobem dotarcia do internautów są serwisy społecznościowe. To rodzaj interaktywnych stron, które są współtworzone przez osoby mające wspólne zainteresowania lub chcące poznać zainteresowania innych. Najbardziej popularne to, m.in. Nasza-klasa.pl, YouTube, Twitter czy Facebook. Polscy politycy już próbują docierać do wyborców za pośrednictwem serwisów społecznościowych. Jednak na razie zaliczają głównie wpadki. Drugi wpis na Twitterze, jakiego dokonał Radosław Sikorski, potencjalny kandydat PO w wyborach prezydenckich, zawierał błąd ortograficzny. Zamiast sformułowania Młodym Demokratom było Młodym Demokratą” – czytamy w Expressie Bydgoskim.
Więcej w dzisiejszym Expressie Bydgoskim.
Źródło: Express Bydgoski, Przemysław Przybylski, 2010-03-05, str. 6