W poprzednim numerze Qn ik robił rachunek sumienia, wymieniając grzechy prasy piszącej o grach. Skala zjawiska jest jednak większa, tyle że winnymi nie są wyłącznie dziennikarze, ale raczej marketingowcy, od których zależy coraz więcej i którzy chcą całkowicie przejąć kontrolę nad tym, o czym pisze prasa.
Wszyscy robimy w marketingu!
Dla naszych czytelników jesteśmy - przynajmniej mam taką nadzieję - fajną grupą pasjonatów, którzy siedzą już w swojej dziedzinie tak długo i poznali ją tak szeroko, że warto czasem poczytać, co mają do powiedzenia na temat nowych tytułów, nawet jeśli nie zawsze podziela się ich zdanie. Jednak dla wydawców, a w szczególności szefów firm, które zajmują się umieszczaniem na sklepowych pólkach pecetowych i konsolowych hitów (i nie hitów), jesteśmy tylko facetami, którzy robią w marketingu. I to marketingu ich produktów.
W oczach owych „złych i niedobrych" prezesów naszym zadaniem wcale nie jest rzetelne pisanie o grach wtedy, kiedy wydaje nam się to właściwe, i w sposób, jaki sobie wykoncypujemy. Co to, to nie! My - a pisząc „my”, mam na myśli wszystkie growe media - mamy pisać o grach wtedy, kiedy wymaga tego plan marketingowy tego czy innego tytułu, ujawniając przy tym tylko te informacje, które akurat pasują wydawcy do promocji. I mają szuje co najmniej kilka metod, by nas do tego nakłonić.
Źródło: CD Action, 2012-01-17, str. 88.